header1 header2 header3 header4

Nasza Kana Galilejska

To chyba koniec świata – pomyślałam, gdy samochód z betonowych płyt zjechał wprost na polną drogę wysypaną plażowym piachem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że najpiękniejsze cuda zdarzają się właśnie tam, gdzie się nikt ich nie spodziewa...

Do Wisełki jechaliśmy po sześciu spotkaniach w Rybnickim Ognisku Świętej Rodziny, do którego trafiliśmy „przypadkowo”. Mieszkamy w Oławie, a w Rybniku spędzaliśmy jedynie Boże Narodzenie, gdyż tu mieszkają moi rodzice. Podczas kolędy ksiądz zaczął z nami rozmowę o grupach parafialnych. Wymiana spostrzeżeń i pragnień zaowocowała zaproszeniem na kolędowanie do rodziny, która opiekuje się jedną z rybnickich grup. Tak trafiliśmy do Justyny i Marka, a przez nich do Instytutu Świętej Rodziny. Spotkania od razu nas zachwyciły. Przede wszystkim tym, że wymagają od małżonków stałej pracy nad sobą i wzajemnymi relacjami (a to gwarantuje ciągły wzrost) oraz programem przygotowanym dla dzieci. Ponieważ zawsze szukaliśmy podobnej wspólnoty, postanowiliśmy skorzystać ze wszystkich jej dobrodziejstw – stąd decyzja o wyjeździe na rekolekcje do Wisełki.

Jadąc na turnus nie mieliśmy szczególnych oczekiwań. Co prawda przeżyliśmy trudne chwile związane z zawirowaniami w pracy mojego męża, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak głęboko one nas poraniły. Podczas konferencji mieliśmy wrażenie, że ksiądz rekolekcjonista mówi bezpośrednio do nas i o nas. Okazało się, że w życiu nie warto iść na kompromisy, trzeba walczyć. Przed Wisełką myślałam, że nasze oddalenie się od siebie jest krzyżem, z którym jakoś trzeba żyć. Podczas rekolekcji Święta Rodzina uleczyła rany, pokazała, gdzie zagubiliśmy się i pomogła nam na nowo nawiązać zerwane relacje. Ukoronowaniem doświadczanego cudu był dzień, w którym odnowiliśmy naszą przysięgę małżeńską. Wówczas uświadomiliśmy sobie, że przeżyliśmy to samo, co weselnicy w Kanie. Nasza miłość, która smakiem zaczęła już przypominać zwykła wodę, została przemieniona w wino, i to w wino najlepszej jakości!

Ten cud trwa. Doświadczywszy go raz, co roku wracamy do miejsca, w którym wszystko się zaczęło. Jeździmy do Rybnika na spotkania Ogniska, ja studiuję podyplomowo w Łomiankach. Gdy spotykamy małżeństwa i rodziny, które przezywają trudności, opowiadamy im o Instytucie Świętej Rodziny i o tym cudownym końcu świata, jakim jest Wisełka. My już wiemy, że lekarstwo na zło jest blisko, wystarczy ręką sięgnąć...

studia lomianki


 

stat4u